Zakaz aut spalinowych od 2035 roku może zostać złagodzony

Anna Kowalczyk • • 0 komentarzy

Przyszłość samochodów spalinowych w Europie ponownie staje się przedmiotem politycznych negocjacji. Francja i Niemcy zbliżają stanowiska w sprawie złagodzenia unijnych przepisów dotyczących emisji CO₂ nowych samochodów. Według doniesień medialnych porozumienie obu państw mogłoby otworzyć drogę do jeszcze większej elastyczności niż ta zaproponowana wcześniej przez Komisję Europejską.

Nie oznacza to jednak, że przepisy zostały już zmienione. Na 14 października 2026 r. propozycje dotyczące nowych zasad nadal są przedmiotem unijnych negocjacji. Dla kierowców i rynku elektromobilności najważniejsze jest rozróżnienie między obowiązującym prawem, propozycją Komisji a politycznymi ustaleniami, które dopiero mogą przełożyć się na konkretne regulacje.

Co obecnie przewidują przepisy na 2035 rok?

Obowiązujące unijne regulacje zakładają, że od 2035 r. średnie emisje CO₂ nowych samochodów osobowych i dostawczych mają zostać zredukowane o 100 proc. względem poziomu odniesienia z 2021 r. W praktyce oznacza to bardzo daleko idące ograniczenie możliwości rejestrowania nowych samochodów emitujących CO₂ z rury wydechowej.

W grudniu 2025 r. Komisja Europejska zaproponowała jednak zmianę tego podejścia. Zamiast redukcji emisji o 100 proc. zaproponowano cel na poziomie 90 proc. Pozostałą część producenci mogliby kompensować, korzystając z określonych rozwiązań, takich jak niskoemisyjna stal produkowana w Unii Europejskiej oraz odpowiednie paliwa odnawialne.

Według propozycji Komisji większą rolę po 2035 r. mogłyby więc nadal odgrywać między innymi hybrydy plug-in, samochody z przedłużaczem zasięgu, a także niektóre pojazdy z silnikami spalinowymi. To jednak wciąż propozycja zmiany prawa, a nie ostatecznie przyjęte rozwiązanie.

Francja i Niemcy chcą pójść dalej

Jak informowały europejskie media, w tym „Financial Times” i „Handelsblatt”, Francja i Niemcy pracują nad wspólnym stanowiskiem dotyczącym przyszłości europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. Jednym z najważniejszych elementów rozmów jest dalsze złagodzenie wymogów emisyjnych po 2035 r.

Według doniesień medialnych rozważane rozwiązanie mogłoby oznaczać cel redukcji emisji o 80 proc. zamiast 90 proc. w propozycji Komisji. Taki wariant dawałby producentom większą swobodę w sprzedaży samochodów z silnikami spalinowymi po 2035 r. Szczegóły ewentualnego kompromisu nie zostały jednak jeszcze ostatecznie przesądzone, a doniesienia o negocjacjach nie są równoznaczne z przyjęciem nowych przepisów.

W rozmowach chodzi nie tylko o napędy. Francja zabiega również o silniejsze preferowanie produktów wytwarzanych w Europie, w tym samochodów, akumulatorów i podzespołów. Niemcy z kolei chcą większej elastyczności dla producentów w zakresie realizacji celów emisyjnych. Oba państwa próbują znaleźć wspólną odpowiedź na rosnącą konkurencję ze strony chińskich marek.

Dlaczego producenci samochodów domagają się zmian?

Europejski przemysł motoryzacyjny znajduje się pod presją kilku czynników jednocześnie. Producenci muszą finansować rozwój samochodów elektrycznych i nowych platform, rozbudowywać łańcuchy dostaw baterii oraz konkurować z firmami oferującymi coraz tańsze modele. Jednocześnie popyt na samochody elektryczne rozwija się nierównomiernie w poszczególnych krajach i segmentach rynku.

Przedstawiciele branży wskazują także na wysokie koszty energii, presję cenową i trudności w konkurowaniu na rynku chińskim. Podczas wydarzeń związanych z paryskim salonem samochodowym w październiku 2026 r. szefowie europejskich koncernów ponownie apelowali o wsparcie przemysłu i większą elastyczność regulacyjną.

Producenci argumentują, że możliwość oferowania różnych rodzajów napędów pozwoliłaby im lepiej dopasować ofertę do popytu. Z drugiej strony przeciwnicy łagodzenia celów ostrzegają, że zbyt duża zmiana kursu może osłabić inwestycje w elektromobilność i utrudnić europejskim firmom konkurowanie w technologiach przyszłości.

Co to może oznaczać dla samochodów elektrycznych?

Jeśli unijne przepisy zostaną złagodzone, samochody elektryczne nie znikną z rynku ani nie stracą automatycznie znaczenia. Zmienić może się natomiast tempo transformacji oraz sposób, w jaki producenci będą bilansować sprzedaż pojazdów elektrycznych i spalinowych.

  • Większy wybór napędów: producenci mogliby dłużej oferować wybrane modele spalinowe i hybrydowe, jeśli spełnią ostateczne wymogi prawne.
  • Inna strategia producentów: firmy mogłyby rozłożyć inwestycje i rozwój poszczególnych napędów na dłuższy okres.
  • Niepewność dla inwestycji: częste zmiany regulacji mogą utrudniać planowanie produkcji, rozwoju baterii i infrastruktury ładowania.
  • Dalsza konkurencja cenowa: o wyborze auta wciąż będą decydować między innymi cena zakupu, koszty eksploatacji, zasięg i dostęp do ładowania.

Warto przy tym pamiętać, że nawet po ewentualnym złagodzeniu przepisów producenci nadal będą podlegać unijnym celom redukcji emisji. Nie oznacza to więc powrotu do sytuacji, w której można bez ograniczeń sprzedawać dowolną liczbę samochodów spalinowych.

Czy zmiany wpłyną na kierowców w Polsce?

Dla polskich kierowców najważniejsza będzie ostateczna treść przyjętych przepisów. Ewentualne złagodzenie regulacji dotyczyłoby przede wszystkim sprzedaży i rejestracji nowych samochodów. Nie należy go utożsamiać z zakazem używania już posiadanych aut spalinowych ani z automatycznym obowiązkiem wymiany samochodu po 2035 r.

Możliwe zmiany nie przesądzają również o przyszłości stref czystego transportu w polskich miastach. Takie strefy mają własne podstawy prawne i lokalne zasady, dlatego trzeba analizować je niezależnie od unijnych norm emisji dla nowych samochodów.

Nie wiadomo jeszcze, czy ewentualny kompromis doprowadzi do zmiany cen samochodów, tempa wprowadzania nowych modeli elektrycznych lub inwestycji w sieci ładowania. Będzie to zależało między innymi od ostatecznych regulacji, strategii producentów i sytuacji rynkowej.

Co dalej z unijnymi przepisami?

Propozycja Komisji Europejskiej z grudnia 2025 r. musi przejść unijną procedurę legislacyjną, obejmującą negocjacje między państwami członkowskimi i Parlamentem Europejskim. Parlamentarny harmonogram wskazywał na oczekiwane głosowanie plenarne 23 listopada 2026 r., ale termin ten nie oznacza, że w tym dniu przepisy automatycznie wejdą w życie.

Najbliższe tygodnie mogą przynieść ważne informacje o wspólnym stanowisku Francji i Niemiec oraz o tym, jak na propozycje zareagują pozostałe państwa. Dopiero dalszy przebieg negocjacji pokaże, czy planowane złagodzenie pozostanie na poziomie propozycji Komisji, czy też zostanie rozszerzone.

Podsumowanie

Przyszłość samochodów spalinowych po 2035 r. nie jest jeszcze ostatecznie rozstrzygnięta. Komisja Europejska zaproponowała już odejście od celu pełnej, 100-procentowej redukcji emisji na rzecz celu 90-procentowego, a doniesienia z października 2026 r. wskazują, że Francja i Niemcy rozważają dalsze złagodzenie zasad.

Dla rynku elektromobilności będzie to jedna z najważniejszych debat regulacyjnych tej dekady. Niezależnie od jej wyniku samochody elektryczne pozostaną istotnym elementem strategii producentów, ale tempo zmian i zakres oferty po 2035 r. mogą zależeć od ostatecznego kompromisu w Brukseli.

Źródła

Udostępnij:
Anna Kowalczyk

Dziennikarka motoryzacyjna — Pisze o nowych modelach i technologii ładowania. Mama na cały etat, pasjonatka w weekendy. Moje auto? Nissan Leaf - zauroczył mnie od razu, nie zamienię się za nic.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.