Globalny rynek EV bije kolejne rekordy. Europa zaczyna doganiać Chiny

Anna Kowalczyk • • 0 komentarzy

Globalny rynek EV bije kolejne rekordy. Europa zaczyna doganiać Chiny

Samochody elektryczne sprzedają się na świecie coraz lepiej, ale mapa globalnej elektromobilności zaczyna się wyraźnie zmieniać. W lipcu 2026 roku sprzedaż samochodów elektrycznych osiągnęła około 1,85 mln egzemplarzy, a szczególnie mocny wzrost zanotowała Europa. Tymczasem Chiny, które przez lata były zdecydowanym liderem, rosną znacznie wolniej.

Jeszcze kilka lat temu sytuacja wydawała się prosta. Chiny były zdecydowanie największym rynkiem samochodów elektrycznych, Europa próbowała je dogonić, a Stany Zjednoczone rozwijały się w swoim własnym tempie. W 2026 roku ten obraz zaczyna się jednak zmieniać.

Coraz większa liczba producentów wprowadza tańsze modele, europejscy klienci otrzymują znacznie większy wybór, a chińskie marki coraz mocniej wychodzą poza swój rodzimy rynek.

1,85 miliona samochodów elektrycznych w jeden miesiąc

Według najnowszych danych globalna sprzedaż samochodów elektrycznych w lipcu 2026 roku wyniosła około 1,85 miliona egzemplarzy. Oznacza to wzrost o około 9 proc. rok do roku.

Jeszcze ciekawsza jest perspektywa całego roku. Od stycznia do końca lipca globalna sprzedaż EV przekroczyła już 11,5 miliona samochodów.

Warto przy tym pamiętać, że mówimy o wszystkich samochodach elektrycznych w szerokim ujęciu rynku – w zależności od źródła i metodologii do statystyk zaliczane są samochody BEV oraz plug-in hybrid.

Niezależnie od sposobu liczenia skala jest ogromna. Elektromobilność przestała być eksperymentem kilku największych producentów. Jest już jednym z najważniejszych segmentów światowego rynku motoryzacyjnego.

Europa przyspiesza

Największą niespodzianką 2026 roku jest tempo wzrostu europejskiego rynku.

W lipcu sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie wzrosła o około 33 proc. rok do roku. To znacznie więcej niż globalna średnia.

Wzrost jest widoczny na kilku największych rynkach Starego Kontynentu. Coraz więcej samochodów elektrycznych rejestrują między innymi Niemcy, Wielka Brytania i Francja.

Nie oznacza to oczywiście, że Europejczycy nagle całkowicie przestawili się na EV. Samochody spalinowe nadal stanowią dużą część rynku. Zmieniło się jednak coś bardzo ważnego: wybór elektryków stał się znacznie większy.

Jeszcze kilka lat temu kierowca zainteresowany samochodem elektrycznym miał do wyboru przede wszystkim droższe modele. Dzisiaj producenci wprowadzają coraz więcej kompaktowych hatchbacków, crossoverów i małych SUV-ów.

Właśnie tutaj może rozpocząć się prawdziwa rewolucja

Największym ograniczeniem elektromobilności przez długi czas była cena.

Można było kupić bardzo dobrego elektryka, ale często trzeba było zapłacić znacznie więcej niż za porównywalny samochód spalinowy.

Teraz sytuacja zaczyna się zmieniać.

Volkswagen wprowadza ID. Polo oraz ID. Cross, Škoda rozwija Epiqa, CUPRA ma Ravala, Hyundai przygotował IONIQ 3, a Renault i inni europejscy producenci również pracują nad kompaktowymi modelami.

Do tego dochodzą chińskie marki, które bardzo mocno konkurują ceną.

W efekcie rok 2026 może być początkiem sytuacji, w której klient nie będzie musiał wybierać między „drogim elektrykiem” a „tańszym spalinowym”. Coraz częściej będzie miał do wyboru kilka samochodów elektrycznych w podobnym przedziale cenowym.

Chiny nadal są gigantem

Mimo szybkiego wzrostu Europy nie można zapominać o Chinach.

To nadal zdecydowanie największy rynek samochodów elektrycznych na świecie. Chińscy producenci mają ogromną przewagę pod względem skali produkcji, dostępu do baterii i rozwiniętego łańcucha dostaw.

Problem polega na tym, że chiński rynek jest już bardzo nasycony.

Na rynku działa ogromna liczba producentów, a konkurencja jest brutalna. Marki walczą o klientów promocjami, obniżkami cen oraz coraz bogatszym wyposażeniem.

Dlatego chińskie firmy coraz częściej patrzą za granicę.

BYD szuka klientów poza Chinami

Jednym z najlepszych przykładów jest BYD.

Chiński producent rozwija sprzedaż w Europie, Azji, Ameryce Południowej i innych regionach świata.

To bardzo ważna zmiana dla europejskiej motoryzacji.

Jeszcze kilka lat temu chińskie marki były w Europie praktycznie nieobecne. Dzisiaj można już kupić u nas samochody BYD, MG, Leapmotor, Omoda, Jaecoo, Xpeng czy Zeekr.

Ich udział nadal jest stosunkowo niewielki w porównaniu z największymi europejskimi koncernami, ale tempo rozwoju jest znacznie ważniejsze niż obecny udział.

Europa ma problem, ale również ogromną szansę

Europejski przemysł motoryzacyjny znajduje się obecnie w bardzo trudnym momencie.

Z jednej strony musi inwestować miliardy euro w elektryfikację. Z drugiej – konkuruje z producentami z Chin, którzy mają dostęp do bardzo rozbudowanego przemysłu bateryjnego i potrafią szybko wprowadzać nowe modele.

Do tego dochodzą koszty energii, pracy i produkcji w Europie.

Nie oznacza to jednak, że europejscy producenci są bez szans.

Volkswagen, BMW, Mercedes, Renault, Stellantis, Hyundai, Kia czy Škoda dysponują ogromnym doświadczeniem w projektowaniu samochodów, rozwiniętą siecią dealerską i serwisową oraz bardzo rozpoznawalnymi markami.

Kluczowe będzie jednak to, czy uda im się odpowiednio szybko obniżyć koszty produkcji samochodów elektrycznych.

Największa walka będzie o samochód za 25–30 tysięcy euro

To może być najważniejszy segment rynku w kolejnych latach.

Samochód elektryczny kosztujący 60–70 tys. euro jest dla większości kierowców produktem premium.

Samochód za 25–30 tys. euro zaczyna natomiast konkurować z popularnymi modelami spalinowymi.

I właśnie dlatego tak dużo mówi się obecnie o ID. Polo, Ravalu, Epiqu, małych Renault oraz kolejnych chińskich konstrukcjach.

Jeżeli producenci osiągną odpowiednią skalę, ceny mogą zacząć spadać jeszcze bardziej.

Nie chodzi tylko o cenę samochodu

W przypadku EV cena zakupu jest tylko jednym elementem całkowitego kosztu użytkowania.

Samochody elektryczne mają kilka potencjalnych przewag: prostszy układ napędowy, mniejszą liczbę elementów mechanicznych, brak wymiany oleju silnikowego oraz możliwość ładowania w domu.

Dla osoby posiadającej własny garaż różnica może być szczególnie istotna.

Jeżeli samochód można ładować nocą po domowej stawce za energię, koszt przejechania kilometra może być bardzo konkurencyjny wobec samochodu benzynowego.

To właśnie dlatego wraz ze spadkiem cen zakupu argument ekonomiczny może stać się jednym z najważniejszych powodów wyboru EV.

Co z infrastrukturą?

Rosnąca sprzedaż samochodów elektrycznych oznacza oczywiście większe wymagania wobec infrastruktury.

Europa musi jednocześnie rozwijać sieć szybkiego ładowania przy autostradach i drogach ekspresowych oraz infrastrukturę miejską.

To szczególnie ważne dla osób mieszkających w blokach.

Kierowca posiadający dom i własny garaż może ładować samochód praktycznie bez wysiłku. Osoba mieszkająca w mieszkaniu bez prywatnego miejsca parkingowego potrzebuje natomiast publicznej infrastruktury.

Dlatego sama liczba sprzedawanych samochodów nie mówi wszystkiego o stanie elektromobilności.

Technologia również przyspiesza

Nowe samochody elektryczne są nie tylko tańsze.

Są również coraz bardziej zaawansowane technologicznie.

Coraz więcej modeli wykorzystuje architekturę 800 V, umożliwiającą bardzo szybkie ładowanie. Pojawiają się nowe generacje ogniw, baterie sodowo-jonowe oraz rozwiązania zwiększające efektywność energetyczną.

Jednocześnie rośnie znaczenie oprogramowania.

Samochód elektryczny coraz częściej przypomina komputer na kołach – aktualizacje mogą zmieniać jego funkcje, a systemy multimedialne i asystenci kierowcy stają się integralną częścią produktu.

Europa może więc nie tyle doganiać Chiny, co zmieniać zasady gry

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że Chiny będą długo pozostawać bezkonkurencyjne w elektromobilności.

Dzisiaj Europa zaczyna odpowiadać własnymi samochodami.

Nie wszystkie z nich będą tańsze od chińskich odpowiedników. Nie wszystkie będą również oferowały najlepszy zasięg czy najszybsze ładowanie.

Ale coraz większa konkurencja sprawia, że klient ma wybór.

Co to oznacza dla Polski?

Polska jest częścią europejskiego rynku, więc zmiany obserwowane w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii wcześniej czy później docierają również do nas.

Rosnąca liczba dostępnych modeli powinna oznaczać większą konkurencję cenową.

Warto również pamiętać, że polski rynek samochodów elektrycznych nadal jest znacznie mniejszy niż w wielu krajach Europy Zachodniej.

Oznacza to ogromny potencjał wzrostu.

Jeżeli ceny nowych EV będą spadały, a infrastruktura będzie nadal szybko się rozwijać, zainteresowanie samochodami elektrycznymi w Polsce może przyspieszyć.

To dopiero początek walki

Globalny rynek samochodów elektrycznych wszedł w nową fazę.

Nie jest już pytaniem, czy EV staną się ważną częścią motoryzacji. To już się wydarzyło.

Najważniejsze pytanie brzmi teraz: kto będzie produkował najlepsze samochody elektryczne za cenę, którą będzie skłonny zapłacić przeciętny kierowca?

Europa ma ogromne doświadczenie motoryzacyjne. Chiny mają przewagę w bateriach, skali produkcji i szybkości wprowadzania nowych produktów.

W najbliższych latach zobaczymy więc prawdopodobnie jedną z największych rywalizacji w historii motoryzacji.

A dla kierowców może to być bardzo dobra wiadomość.

Im więcej producentów będzie walczyć o klienta EV, tym większa szansa na tańsze samochody, lepsze baterie, szybsze ładowanie i coraz większy wybór.


Źródła:

  • Benchmark Mineral Intelligence – dane dotyczące globalnego rynku EV.
  • Reuters – globalna sprzedaż samochodów elektrycznych w 2026 roku.
  • International Energy Agency – Global EV Outlook 2026.
Udostępnij:
Anna Kowalczyk

Dziennikarka motoryzacyjna — Pisze o nowych modelach i technologii ładowania. Mama na cały etat, pasjonatka w weekendy. Moje auto? Nissan Leaf - zauroczył mnie od razu, nie zamienię się za nic.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.