Nowe cła na samochody elektryczne UE–Wielka Brytania mogą podnieść ceny aut

Katarzyna Nowak • • 0 komentarzy

Samochody elektryczne sprzedawane między Unią Europejską a Wielką Brytanią mogą od 2027 roku stać się droższe. Powodem są nowe zasady dotyczące lokalnego pochodzenia baterii i komponentów. Europejska branża motoryzacyjna ostrzega, że dodatkowe cła mogą zwiększyć koszty importu nawet o około 1,5 mld euro rocznie.

Problem dotyczy przede wszystkim samochodów, których baterie lub kluczowe komponenty pochodzą spoza Europy. Wiele modeli produkowanych w Wielkiej Brytanii korzysta z ogniw i materiałów sprowadzanych z Azji, dlatego spełnienie nowych wymogów może być trudne.

Nowe zasady mają obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku

Po brexicie handel samochodami pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską odbywa się na podstawie umowy o współpracy i handlu. Umowa przewiduje preferencje celne, ale tylko wtedy, gdy produkt spełnia określone wymagania dotyczące pochodzenia.

W przypadku samochodów elektrycznych szczególnie ważne jest pochodzenie baterii oraz materiałów wykorzystywanych do ich produkcji.

Od 1 stycznia 2027 roku mają zacząć obowiązywać bardziej rygorystyczne zasady. Samochody niespełniające wymogów lokalnego pochodzenia mogą zostać objęte 10-procentowym cłem w handlu pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską.

W praktyce oznacza to, że samochód elektryczny wyprodukowany w Wielkiej Brytanii, ale wyposażony w baterię niespełniającą wymogów pochodzenia, może stracić preferencyjne warunki handlowe.

Dlaczego baterie są największym problemem?

Akumulatory trakcyjne są jednym z najdroższych elementów samochodu elektrycznego. Ich produkcja wymaga między innymi:

  • ogniw bateryjnych,
  • litu, niklu, kobaltu lub fosforanu żelaza,
  • systemów zarządzania baterią,
  • obudowy i systemów chłodzenia,
  • zaawansowanej elektroniki,
  • materiałów aktywnych i elektrod.

Duża część światowej produkcji ogniw i materiałów bateryjnych znajduje się w Chinach oraz innych krajach azjatyckich.

Oznacza to, że nawet samochód montowany w Europie może zawierać baterię, której znaczna część wartości powstała poza Europą.

Właśnie dlatego spełnienie zasad pochodzenia może być trudniejsze w przypadku samochodów elektrycznych niż samochodów z silnikami spalinowymi.

Branża ostrzega przed dodatkowymi kosztami

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów, czyli ACEA, szacuje, że nowe zasady mogą wygenerować dla branży dodatkowe koszty sięgające około 1,5 mld euro rocznie.

Organizacja apeluje o stopniowe wdrażanie wymogów. Producenci argumentują, że europejski łańcuch dostaw baterii nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięty, aby w krótkim czasie całkowicie uniezależnić się od komponentów importowanych.

Branża zwraca uwagę, że inwestycje w fabryki baterii i materiały do ich produkcji wymagają wielu lat. Nagłe wprowadzenie nowych zasad może więc utrudnić sprzedaż części samochodów i zwiększyć koszty ich produkcji.

Producenci obawiają się również, że dodatkowe cła mogą zostać przeniesione na klientów w postaci wyższych cen.

Czy każde auto elektryczne będzie objęte cłem?

Nie. Dodatkowe opłaty nie mają dotyczyć automatycznie wszystkich samochodów elektrycznych.

Znaczenie będzie miało to, czy dany pojazd spełni wymagania dotyczące lokalnego pochodzenia komponentów. Samochody korzystające z baterii i materiałów pochodzących z odpowiednich regionów mogą nadal korzystać z preferencyjnych warunków handlowych.

Problem może dotyczyć przede wszystkim modeli, które:

  • są montowane w Wielkiej Brytanii, ale korzystają z azjatyckich baterii,
  • mają niewielki udział europejskich komponentów,
  • korzystają z globalnego łańcucha dostaw,
  • zostały zaprojektowane przed zmianą zasad handlowych.

Ostateczna ocena będzie zależeć od konkretnego modelu, fabryki oraz pochodzenia poszczególnych komponentów.

Najbardziej narażone mogą być samochody produkowane w Wielkiej Brytanii

Wielka Brytania rozwija własny przemysł bateryjny, ale jego skala nadal jest ograniczona w porównaniu z zapotrzebowaniem całego rynku motoryzacyjnego.

Fabryki samochodów działające na Wyspach korzystają więc z baterii i komponentów sprowadzanych z innych państw.

Jeżeli samochód nie spełni nowych wymogów, może zostać objęty 10-procentowym cłem podczas eksportu do Unii Europejskiej.

W przypadku samochodu o wartości 40 tys. euro samo 10-procentowe cło oznaczałoby równowartość około 4 tys. euro. Nie musi to oznaczać automatycznej podwyżki ceny o dokładnie taką kwotę, ponieważ część kosztu może zostać pokryta przez producenta lub importera.

Jednak dodatkowa opłata może wpłynąć na marżę, cenę katalogową lub wysokość rabatów.

Wzrost cen to nie jedyne ryzyko

Nowe zasady mogą mieć wpływ również na dostępność samochodów.

Producent, który nie będzie w stanie spełnić wymogów pochodzenia, może zdecydować się na:

  • zmianę dostawcy baterii,
  • przeniesienie części produkcji do Unii Europejskiej,
  • zwiększenie udziału lokalnych komponentów,
  • ograniczenie liczby eksportowanych samochodów,
  • zmianę strategii cenowej,
  • czasowe wstrzymanie sprzedaży wybranych wersji.

W niektórych przypadkach problemem może być nie sama wysokość cła, ale czas potrzebny na przebudowę łańcucha dostaw.

Zmiana dostawcy baterii wymaga bowiem testów, homologacji, dostosowania oprogramowania i sprawdzenia bezpieczeństwa całego samochodu.

Europa chce rozwijać własną produkcję baterii

Nowe wymogi wpisują się w szerszą strategię wzmacniania europejskiego przemysłu bateryjnego.

Unia Europejska chce zwiększyć udział lokalnie produkowanych komponentów, aby ograniczyć zależność od dostawców zewnętrznych.

W Europie powstają lub są planowane kolejne fabryki ogniw, materiałów bateryjnych i systemów magazynowania energii. Rozwój tego sektora jest jednak kosztowny i wymaga dostępu do taniej energii, surowców, technologii oraz wykwalifikowanych pracowników.

Wprowadzenie wymogów lokalnego pochodzenia ma zachęcać producentów do inwestowania w Europie. Jednocześnie zbyt szybkie wdrożenie może zwiększyć koszty w okresie przejściowym.

To właśnie napięcie pomiędzy ochroną europejskiego przemysłu a utrzymaniem konkurencyjnych cen samochodów jest jednym z głównych tematów debaty.

Co z samochodami sprowadzanymi do Polski?

Dla polskich klientów znaczenie będzie miało przede wszystkim to, skąd pochodzi konkretny samochód.

Jeżeli auto zostanie wyprodukowane w Wielkiej Brytanii i trafi na rynek Unii Europejskiej, jego importer będzie musiał uwzględnić obowiązujące zasady celne.

Nie każdy samochód sprzedawany w Polsce będzie jednak objęty tym mechanizmem. Modele produkowane w Unii Europejskiej mogą być rozliczane na innych zasadach, podobnie jak samochody sprowadzane z państw spoza UE i Wielkiej Brytanii.

Przed zakupem warto będzie sprawdzić:

  • miejsce produkcji samochodu,
  • pochodzenie baterii,
  • kraj pochodzenia pojazdu w dokumentach importowych,
  • czy importer uwzględnił ewentualne cło w cenie,
  • czy dana wersja modelowa jest objęta preferencjami handlowymi.

W przypadku nowych samochodów informacje te powinny być dostępne u producenta lub oficjalnego importera.

Producenci mogą przyspieszyć inwestycje w Europie

Jednym z możliwych skutków nowych regulacji będzie przyspieszenie lokalnych inwestycji.

Producenci mogą uznać, że bardziej opłaca się budować europejskie fabryki baterii lub montować akumulatory na terenie Unii Europejskiej, zamiast ponosić dodatkowe koszty celne.

Może to zwiększyć popyt na:

  • europejskie ogniwa bateryjne,
  • materiały aktywne do produkcji baterii,
  • systemy zarządzania energią,
  • lokalnych dostawców elektroniki,
  • usługi logistyczne i recykling baterii.

Z drugiej strony inwestycje te mogą początkowo zwiększać koszty samochodów, ponieważ europejska produkcja nie zawsze jest obecnie tańsza od importu z Azji.

Branża chce okresu przejściowego

Producenci samochodów argumentują, że potrzebują więcej czasu na dostosowanie łańcuchów dostaw.

Okres przejściowy mógłby pozwolić na:

  • zakończenie rozpoczętych inwestycji,
  • zwiększenie europejskiej produkcji ogniw,
  • podpisanie nowych umów z dostawcami,
  • przystosowanie fabryk,
  • uniknięcie nagłych zmian cen i dostępności samochodów.

Zwolennicy szybszego wdrożenia wskazują natomiast, że jasne wymagania mogą przyspieszyć rozwój europejskiego przemysłu i ograniczyć zależność od dostawców zewnętrznych.

Ostateczny kształt przepisów i ewentualne zmiany harmonogramu będą miały duże znaczenie dla producentów samochodów oraz klientów.

Podsumowanie

Od 1 stycznia 2027 roku mogą zacząć obowiązywać bardziej rygorystyczne zasady dotyczące pochodzenia baterii w handlu samochodami elektrycznymi pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią.

Samochody niespełniające wymogów lokalnego pochodzenia mogą zostać objęte 10-procentowym cłem. Według szacunków ACEA dodatkowe koszty dla branży mogą sięgnąć około 1,5 mld euro rocznie.

Najbardziej narażone są modele produkowane w Wielkiej Brytanii, które korzystają z baterii i komponentów sprowadzanych z Azji.

Nowe przepisy mają wspierać rozwój europejskiego łańcucha dostaw, ale w krótkiej perspektywie mogą zwiększyć koszty produkcji i ceny części samochodów elektrycznych.

Najbliższe miesiące będą kluczowe dla producentów, którzy muszą zdecydować, czy zmieniać dostawców, inwestować w europejskie fabryki baterii, czy zaakceptować dodatkowe koszty celne.


Źródła:

  • Financial Times – informacje dotyczące nowych zasad pochodzenia baterii w handlu UE–Wielka Brytania od 2027 roku.
  • ACEA – stanowisko europejskiej branży motoryzacyjnej dotyczące kosztów i okresu przejściowego.
  • Reuters – informacje o możliwym wpływie nowych zasad na europejski i brytyjski rynek samochodów elektrycznych.
  • Komisja Europejska – dokumenty dotyczące zasad pochodzenia w umowie handlowej UE–Wielka Brytania.
Udostępnij:
Katarzyna Nowak

Redaktorka — Specjalizuje się w poradnikach dla nowych kierowców EV. Sama "przerobiłam" już wiele aut, zaczynałam od Fiata 126P - dzisiaj VW eUP w ślicznym bordowym kolorze, nie ma takiego drugiego. W elektrykach szukam zawsze tej jednej rzeczy, która nie da mi o danym modelu zapomnieć, wbrew pozorom, to nie takie oczywiste.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.