Auta kontra AI. Czy zabraknie chipów i surowców dla elektryków?

Łukasz Dziubinski • • 0 komentarzy

Rozwój sztucznej inteligencji ma swoją mniej oczywistą stronę: centra danych, serwery i zaawansowane układy obliczeniowe potrzebują tych samych części oraz materiałów, od których coraz bardziej zależy nowoczesna motoryzacja. Europejscy producenci samochodów muszą więc konkurować o dostawy nie tylko z innymi markami, ale także z szybko rosnącym sektorem AI.

Problem opisuje raport przygotowany przez EY na zlecenie Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA), opublikowany pod koniec września 2026 roku. Wnioski są istotne również dla rynku samochodów elektrycznych: zależność od ograniczonej liczby dostawców może przełożyć się na koszty, dostępność komponentów i tempo produkcji.

O jakie komponenty rywalizują motoryzacja i AI?

Nowoczesny samochód elektryczny to nie tylko akumulator, silnik i nadwozie. Potrzebuje także półprzewodników, elektroniki mocy, przewodów oraz materiałów wykorzystywanych do produkcji silników i układów sterowania. Centra danych rozwijane na potrzeby sztucznej inteligencji zwiększają natomiast zapotrzebowanie na zaawansowaną elektronikę i wybrane surowce.

Według analizy EY i ACEA wśród szczególnie narażonych kategorii znalazły się:

  • Półprzewodniki – niezbędne do sterowania napędem, zarządzania energią i obsługi systemów elektronicznych.
  • Krzem – podstawowy materiał wykorzystywany w wielu układach elektronicznych.
  • Wolfram – metal stosowany w wybranych zastosowaniach przemysłowych i elektronicznych.
  • Magnesy neodymowo-żelazowo-borowe – wykorzystywane między innymi w silnikach elektrycznych.
  • Wiązki przewodów – rozbudowane układy łączące podzespoły i instalacje samochodu.

Nie oznacza to, że wszystkich tych komponentów już brakuje. Chodzi o podatność łańcuchów dostaw na zakłócenia, szczególnie wtedy, gdy produkcja jest skoncentrowana w niewielkiej liczbie państw i zakładów.

Największy problem może kryć się nie w kopalni, lecz w przetwarzaniu

Raport zwraca uwagę na koncentrację dostaw. W ocenie autorów to właśnie uzależnienie od ograniczonej liczby krajów, dostawców i centrów przetwarzania stanowi jedno z największych zagrożeń dla europejskiej motoryzacji. Ten czynnik otrzymał ocenę 4,6 w pięciostopniowej skali badania.

Co ważne, w przypadku sześciu z dziesięciu analizowanych materiałów i komponentów szczególnie wrażliwym etapem okazało się przetwarzanie lub rafinacja, a nie samo wydobycie surowca.

Chiny odgrywają dominującą rolę w przetwarzaniu metali ziem rzadkich i produkcji wielu rodzajów magnesów, a także w przerobie galu i germanu. Z kolei Tajwan i Korea Południowa są kluczowymi ośrodkami produkcji półprzewodników.

W praktyce oznacza to, że samo znalezienie złóż surowców w Europie nie rozwiązuje problemu. Potrzebne są również zakłady przetwórcze, odpowiednie technologie, wykwalifikowani pracownicy i dostawcy zdolni spełnić wymagania przemysłu motoryzacyjnego.

AI zwiększa presję na ceny i dostępność

Rozwój sztucznej inteligencji oznacza budowę kolejnych centrów danych, rozbudowę infrastruktury obliczeniowej i większe zapotrzebowanie na elektronikę. Jednocześnie podobne materiały i komponenty są potrzebne branży obronnej, energetyce oraz producentom samochodów.

Według badania przytoczonego przez Euronews przejście na pojazdy elektryczne zwiększa konkurencję z innymi sektorami o kluczowe materiały i komponenty o około 15%. Autorzy wskazują również, że producenci samochodów odpowiadają za około 17% końcowego popytu na półprzewodniki i zaledwie 3% popytu na gal.

To istotna różnica: dla producentów aut dostępność konkretnego komponentu może decydować o możliwości zmontowania całego pojazdu, podczas gdy na rynku elektroniki konkurują oni z wieloma innymi, szybko rosnącymi odbiorcami.

Raport przywołuje także przykład galu, którego cena miała wzrosnąć z około 197 dolarów za kilogram w 2016 roku do około 2269 dolarów w analizowanym okresie. To dane przytoczone w publikacji Euronews, a nie prognoza przyszłej ceny tego metalu.

Europa już zna skutki przerw w dostawach

Problemy z dostępnością komponentów nie są dla motoryzacji nowością. Kryzys półprzewodników z lat 2021–2022 pokazał, że brak stosunkowo niewielkiego elementu może zatrzymać produkcję całego samochodu.

Ryzyko może wynikać również z napięć geopolitycznych, ograniczeń eksportowych, zakłóceń transportu oraz problemów w pojedynczych zakładach. W przypadku produkcji prowadzonej w systemie dostaw na bieżąco nawet krótkie przerwy mogą zaburzyć harmonogram pracy fabryk.

Autorzy raportu wskazują między innymi na możliwe zakłócenia dostaw elektroniki z Tajwanu, ograniczenia eksportu surowców w Azji, problemy na szlakach handlowych w obu Amerykach oraz niestabilność w regionach eksportujących surowce w Afryce.

Czy samochody elektryczne będą droższe?

Nie ma podstaw, by na podstawie samego raportu przesądzać o wzroście cen wszystkich samochodów elektrycznych. Ewentualne skutki zależą od rodzaju komponentu, skali niedoboru, zapasów producentów, możliwości zmiany dostawcy i tego, czy wyższe koszty uda się ograniczyć na innym etapie produkcji.

Jeśli jednak ceny elektroniki lub materiałów wzrosną, a dostawy staną się mniej przewidywalne, producenci mogą odczuć presję na marże i harmonogramy produkcji. W skrajnym przypadku niedostępność jednego podzespołu może opóźnić dostawy określonego modelu.

W przypadku aut elektrycznych dodatkowe znaczenie ma rozwój zaawansowanych systemów wspomagania kierowcy i funkcji jazdy zautomatyzowanej. Więcej czujników i bardziej rozbudowane przetwarzanie danych oznaczają kolejne wymagania wobec elektroniki pojazdu.

Jak Europa może ograniczyć ryzyko?

Raport nie wskazuje na możliwość szybkiego uniezależnienia europejskiego przemysłu od dostaw z zagranicy. Zwraca natomiast uwagę na działania, które mogą zwiększyć odporność łańcuchów dostaw:

  • dywersyfikację dostawców i tras transportowych;
  • rozwój europejskich mocy produkcyjnych i przetwórczych;
  • skrócenie procedur administracyjnych tam, gdzie blokują inwestycje;
  • lepsze monitorowanie zależności od pojedynczych dostawców;
  • zapewnienie inwestorom większej przewidywalności popytu na kluczowe materiały.

Budowa nowych mocy produkcyjnych wymaga jednak czasu. Według ekspertów cytowanych w raporcie rozwój zdolności dla najbardziej krytycznych komponentów może zająć ponad pięć lat. Dlatego działania podjęte dopiero po wystąpieniu niedoborów mogą okazać się spóźnione.

Co to oznacza dla kierowców i rynku EV?

Konkurencja pomiędzy motoryzacją a branżą AI pokazuje, że przyszłość elektromobilności zależy nie tylko od zasięgu akumulatorów, cen energii i infrastruktury ładowania. Równie ważne stają się dostęp do półprzewodników, stabilne dostawy materiałów oraz zdolność do ich przetwarzania.

Nie oznacza to, że rozwój samochodów elektrycznych zostanie zatrzymany przez centra danych. To raczej ostrzeżenie, że rosnący popyt na nowoczesną elektronikę może zaostrzyć istniejące słabości przemysłu. Dla europejskich producentów kluczowe będzie ograniczenie zależności od pojedynczych źródeł dostaw, zanim kolejny kryzys wymusi przestoje i kosztowne zmiany planów.

Źródła

Udostępnij:
Łukasz Dziubinski

Zafascynowany motoryzacją elektryczną, zaczynałem kilka lat temu od Renault ZOE ... teraz BEV Hyundai Inster i hybryda plug-in jako drugie autko, w planach całkowite przejście na BEV w 2028 roku.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.