
Autonomiczna jazda może być kolejnym wielkim etapem rozwoju samochodów elektrycznych. Tesla chce przekonać europejskich regulatorów do szerszego dopuszczenia swojego systemu Full Self-Driving. Firma właśnie przedstawiła dane z ponad 100 milionów kilometrów przejechanych w Europie.
Na razie system nie oznacza samochodu całkowicie autonomicznego. Kierowca nadal musi obserwować drogę i być gotowy do przejęcia kontroli. Tesla chce jednak zwiększać zakres funkcji, które samochód może wykonywać samodzielnie.
Tesla zbiera dane z europejskich dróg
Według danych przedstawionych przez Teslę samochody wyposażone w nadzorowany system FSD przejechały od kwietnia do sierpnia 2026 roku ponad 100 milionów kilometrów w pięciu europejskich krajach: Holandii, Belgii, Danii, Estonii i na Litwie. :contentReference[oaicite:1]{index=1}
Firma wykorzystuje te dane jako argument w rozmowie z europejskimi regulatorami.
Tesla twierdzi, że podczas jazdy z aktywnym systemem FSD liczba kolizji była niższa niż podczas manualnego prowadzenia samochodów tej marki.
Według Tesli różnica wynosiła około 4,1 raza na korzyść jazdy z nadzorowanym FSD.
To bardzo mocna deklaracja, ale należy pamiętać, że są to dane przedstawione przez producenta. Nie oznacza to automatycznie, że europejscy regulatorzy uznają system za bezpieczniejszy od człowieka.
Co właściwie potrafi FSD?
Nazwa Full Self-Driving może być myląca.
W obecnej europejskiej wersji system nie oznacza pełnej autonomii. Samochód może wykonywać znacznie więcej czynności niż klasyczny system wspomagania kierowcy, ale człowiek nadal odpowiada za prowadzenie.
System może między innymi rozpoznawać otoczenie, reagować na innych uczestników ruchu, zmieniać pas ruchu oraz wykonywać manewry wymagające wcześniej większego udziału kierowcy.
To nadal system wspomagający kierowcę, a nie samochód, do którego można wsiąść i całkowicie przestać interesować się drogą.
Europa stawia na hamulec bezpieczeństwa
Największym problemem Tesli nie jest obecnie sama technologia.
Problemem są przepisy.
Europejskie regulacje dotyczące systemów wspomagania kierowcy są znacznie bardziej restrykcyjne niż podejście stosowane przez Teslę na niektórych innych rynkach.
Dlatego firma potrzebuje zgody kolejnych europejskich organów, aby rozszerzać zakres funkcji dostępnych kierowcom.
Według Reutersa kluczowe głosowanie dotyczące szerszego wdrożenia FSD w Europie może odbyć się już 6 października 2026 roku. Do uzyskania odpowiedniej zgody potrzebne będzie poparcie co najmniej 15 z 27 państw UE reprezentujących łącznie 65 proc. populacji Unii. :contentReference[oaicite:2]{index=2}
Tesla publikuje własny raport bezpieczeństwa
Producent chce również zwiększyć przejrzystość swoich danych.
Tesla uruchomiła specjalny publiczny dashboard dotyczący bezpieczeństwa FSD, w którym prezentuje informacje dotyczące działania systemu.
To ważny krok, ponieważ właśnie dane dotyczące bezpieczeństwa będą jednym z najważniejszych argumentów w dyskusji o autonomicznej jeździe.
Z drugiej strony część ekspertów i regulatorów pozostaje sceptyczna wobec sposobu porównywania wyników przez Teslę. Nie wszystkie warunki jazdy są przecież identyczne, a kierowcy korzystający z FSD mogą różnić się od tych, którzy prowadzą samochód całkowicie manualnie.
Dlaczego Tesla tak bardzo chce zgody Europy?
Europa jest dla Tesli bardzo ważnym rynkiem.
Jednocześnie firma musi mierzyć się tutaj z coraz większą konkurencją ze strony europejskich i chińskich producentów.
Rozbudowane systemy wspomagania kierowcy mogą być jednym z elementów, który pozwoli Tesli wyróżnić samochody technologicznie.
Jeżeli Tesla otrzyma zgodę na szersze wykorzystanie FSD, może to stać się jednym z jej najważniejszych argumentów sprzedażowych na europejskim rynku.
Autonomia może zmienić sposób korzystania z samochodu
Rozwój systemów takich jak FSD ma znaczenie znacznie większe niż tylko możliwość automatycznego prowadzenia.
Jeżeli samochód będzie potrafił coraz lepiej wykonywać czynności związane z jazdą, zmieni się sposób korzystania z pojazdu.
Kierowca będzie mógł przekazać samochodowi część obowiązków podczas monotonnej jazdy autostradą, w korku czy podczas parkowania.
W przyszłości jeszcze bardziej zaawansowane systemy mogą pozwolić samochodom komunikować się ze sobą, przewidywać zachowanie innych pojazdów i reagować szybciej niż człowiek.
To właśnie dlatego autonomiczna jazda może być kolejną wielką rewolucją motoryzacyjną po elektryfikacji.
Nie tylko Tesla pracuje nad autonomiczną jazdą
Tesla nie jest oczywiście jedyną firmą rozwijającą tę technologię.
Systemy autonomiczne rozwijają również chińscy producenci oraz firmy technologiczne współpracujące z producentami samochodów.
W Chinach rozwój zaawansowanych systemów jazdy przebiega bardzo szybko. Tamtejszy rynek stał się jednym z najważniejszych miejsc testowania nowych funkcji związanych z autonomią.
Europejscy producenci również inwestują w tę technologię, ale muszą jednocześnie działać w ramach znacznie bardziej restrykcyjnego środowiska prawnego.
Co to oznacza dla Polski?
Polscy kierowcy nie powinni spodziewać się, że po jednej decyzji europejskich regulatorów samochody zaczną samodzielnie jeździć po wszystkich polskich drogach.
Droga od dopuszczenia konkretnej funkcji do powszechnego wykorzystania autonomicznej jazdy będzie znacznie dłuższa.
Polska będzie jednak częścią europejskiego systemu regulacyjnego.
Jeżeli więc UE zdecyduje się na szersze dopuszczenie zaawansowanych systemów wspomagania, rozwiązania te będą mogły stopniowo pojawiać się również na naszym rynku.
Dla kierowców oznacza to przede wszystkim coraz większą liczbę funkcji, które samochód będzie wykonywał samodzielnie.
Największa bariera nie jest już technologiczna
Jeszcze kilka lat temu największym pytaniem było to, czy samochód w ogóle potrafi samodzielnie rozpoznawać drogę, znaki, samochody i pieszych.
Dzisiaj technologia zrobiła ogromny krok naprzód.
Problemem staje się więc coraz częściej odpowiedzialność, przepisy oraz sposób potwierdzania bezpieczeństwa.
Kto odpowiada za wypadek samochodu jadącego z aktywnym systemem autonomicznym? Producent? Kierowca? Twórca oprogramowania?
To właśnie te pytania mogą zdecydować o tym, jak szybko autonomiczne samochody pojawią się na europejskich drogach.
Czy kierowca będzie jeszcze potrzebny?
Na pełną autonomię jeszcze poczekamy.
Dzisiejsze systemy wymagają nadzoru człowieka i nie można traktować ich jak technologii pozwalającej całkowicie zrezygnować z prowadzenia.
Jednocześnie kierunek rozwoju jest bardzo wyraźny.
Samochody coraz lepiej rozpoznają otoczenie, przewidują zachowania innych uczestników ruchu i wykonują coraz bardziej skomplikowane manewry.
Być może za kilka lat największą różnicą pomiędzy samochodem elektrycznym a spalinowym nie będzie już tylko sposób napędzania.
Będzie nią również to, ile pracy podczas jazdy samochód wykona za kierowcę.
Tesla właśnie próbuje przekonać Europę, że na kolejny etap tej technologicznej rewolucji jesteśmy już gotowi.
Źródła:
Zafascynowany motoryzacją elektryczną, zaczynałem kilka lat temu od Renault ZOE ... teraz BEV Hyundai Inster i hybryda plug-in jako drugie autko, w planach całkowite przejście na BEV w 2028 roku.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz